[NOTE] Because majority of my watchers are Polish, from now on I shall write most of my journals in my language. If you're still interested in my nonsense, but can't understand it, please let me know, I'll be happy to translate it for you

This journal is about my recent friday. So many things happened that day, that made me happy.
Długi journal o życiu Deathiczka. Lektura nadobowiązkowa

Powiem krótko - piątek był jednym z takich dni, jakie uwielbiam. Za, powiedzmy, różnorodność zdarzeń.
Wstaję rano, koty się drą, a ciocia mówi do mnie, że dzwonił kurier, że modem dziś przywiozą. Nie uwierzyłam, bo po tylu miesiącach człowiek po prostu już nie wierzy. Ciocia była tego samego zdania, więc... Poszła zamiatać ulicę przed domem, żeby nie było, że kurier był i nikogo nie zastał. W pewnym momencie wraca z pudełkiem. "Czy to na pewno to?", zapytałam, "Żeby się nie okazało, że otwieramy pudełko, a tam cukierki." "Na co Ty liczysz", ciocia na to, "Papiery i stare gazety pozwijane, jak już." Ale to jednak było to
Pozostaje kwestia podłączenia...
Nie miałam czasu się tym głowić, bo musiałam jechać do Klaudii na koniec świata. Wybiegłam, ledwo zdążyłam, jakoś trafiłam. Robiłam z nią zadania z fizyki i jadłyśmy ciastka, podczas gdy jej facet w tle popalał papierosy, oglądając Dragon Balla na kompie, ale tego z polskim lektorem (Szatan Serduszko itp.). Była to sceneria bardzo przyjemna.
Pobiegłyśmy na ostatni wykład z fizyki, który składał się głównie z udzielania odpowiedzi na FAQ dotyczące przerobionego materiału. Niestety, nie mogłyśmy zostać na demonstracji działania mikroskopu sił atomowych, bo trza było pójść i stanąć twarzą twarz ze straszną prawdą - to jest na wpisy z egzaminu zerowego z chemii.
Jak stałyśmy w kolejce to koleżanki nieco spanikowały, no taka faza, że obleją chyba i w ogóle jest źle. Zwłaszcza jedna, co miała braki z chemii i atak niskiej samooceny. Ja tam nie wierzyłam, żeby wykładowca, zwany przez nas Alfredem, mógłby kogokolwiek oblać, to taki dobry i łagodny człek. Poczciwy, zaprawdę.
Wpisał Klaudii i mnie piątki.
Idę z tą piątką na dół, cała szczęśliwa i nagle spotykam moją panią od chemii z liceum. Okazało się, że przyjechała do naszego Instytutu Chemii na olimpiadę chemiczną. Było to naprawdę, naprawdę super, takie spotkanie. Porozmawiałam z nią sobie, że dziękuję za wszystko, że jej lekcje pomogły mi zdać tą chemię na 5 (bo to prawda).
Potem schodzę na dół, a ta koleżanka, co pisałam wyżej, że się tak bała, że obleje, bo ma braki, płacze ze szczęścia. Też jej dał pięć.
Odprowadziłam ją na autobus.
Sama pojechałam na dworzec, gdzie w barze zjadłam placki po węgiersku i popiłam je gorącą czekoladą z bitą śmietaną (ta wiem, dziwne połączenie), a w tv leciała Sędzia Anna Maria Wesołowska. Potem przyszedł mój brat i pojechaliśmy do domu. Czułam się trochę chora, więc nałykałam się leków i poszłam spać.
Trochę zamulałam w ten weekend, a to źle, bo w tym tygodniu mam już kolejne egzaminy.
Strach się bać D:
No ale nic, przysiądę, przysiądę.
*patrzy na powyższy journal*
Co za stek bzdur

Ale taaak się chciałam podzielić. Bo ja się cieszę z małych rzeczy... Heh, jak głupia

~ Deathi
***

:

:


:

(Sry if I forgot someone XD)
***
Clubs



